Biuletyn OIL-W

80. Główny Szlak Sudecki zdobyty_lek. wet. Agnieszka Wójcik

Przedstawiam reportaż Kol. Agnieszki Wójcik, prawdopodobnie pierwszej zdobywczyni Głównego Szlaku Sudeckiego - członkini Opolskiej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej. Wyczyn wyjątkowy, przejście w 11 dni tej trasy świadczy nie tylko o doskonałej kondycji naszej Koleżanki, ale przede wszystkim o perfekcyjnej logistyce przemarszu – za co należą się wielkie gratulacje. Wciągająca lektura i ujmujący opis trasy są zachętą dla turystów pragnących poznać nasze Sudety. Dla starszych skrót GSS kojarzy się raczej z garmażerką niż turystyką, ale to przecież nie przeszkadza, co najwyżej wywołuje zabawne wspomnienia. Wyrazy uznania dla Agnieszki, jej męża i oczywiście pieska,

Marek Wisła

Główny Szlak Sudecki

To jeden z najdłuższych i jednocześnie najsłabiej poznanych szlaków w Polsce. Główny Szlak Sudecki ze Świeradowa Zdroju do Prudnika (lub odwrotnie) liczy  444 kilometry. Znakowanie pierwszych odcinków tej trasy rozpoczęło się w 1948 roku. Drugi co do długości czerwony szlak w Polsce otrzymał imię doktora Mieczysława Orłowicza w 1973 roku. Warto przy tym zaznaczyć, że Orłowicz, jeden z ojców polskiej turystyki, na wielodniowe wycieczki w Sudety wybierał się jeszcze krótko przed śmiercią w 1959 roku, mając 78 lat! Często wędrował zapomnianymi  ścieżkami, uciekając przed zgiełkiem i odkrywając piękno szczytów i dolin, do których mało kto zaglądał. Właśnie tak prowadzi dziś Główny Szlak Sudecki. Co prawda wiedzie też popularnym głównym grzbietem Karkonoszy i prowadzi do obleganego schroniska pod Śnieżnikiem, jednak na większości odcinków przecina mało znane turystom rejony. Odkrywa najdziksze zakątki Gór Izerskich, rzadko odwiedzane Góry Suche, Złote czy Opawskie.

Oczywiście 444 kilometry można podzielić na etapy i wędrować wybranymi fragmentami nawet przez kolejne tygodnie, miesiące czy lata.

My  (czyli mój mąż, ja i nasz pies) zdecydowaliśmy się jednak na przejście całego szlaku za jednym razem. I tu pierwsze zaskoczenie- wcale nie byliśmy w tym zamiarze osamotnieni! Na szlaku w ciągu 11 dni wędrówki spotkaliśmy ponad 10 osób, które w tym samym czasie przemierzały Główny Szlak Sudecki dzień po dniu, z przerwami wyłącznie na sen. Okazuje się, że właśnie takie wielodniowe wyrypy w stylu Mieczysława Orłowicza znajdują ostatnio coraz więcej naśladowców. Walka z własnymi słabościami daje mnóstwo satysfakcji. Każdy dzień jest niby taki sam, bo zaczyna się i kończy wędrówką, ale tak naprawdę to cały czas coś innego. Krajobraz wciąż się zmienia i zachwyca niemal na każdym kroku. Wędrujemy górskimi  ścieżkami, ale też monotonnymi fragmentami ruchliwych dróg krajowych (na szczęście tych jest najmniej), przez leśne dróżki czy wreszcie pola, przez które na mapie prowadzi szlak, ale i tak kluczowe jest to, jak w tym roku rolnicy postanowili zaorać teren i które miedze zostawić w terenie, a które tylko na papierze. Zdecydowanie najlepszymi miesiącami na pokonanie w całości Głównego Szlaku Sudeckiego jest czerwiec lub lipiec. Długi dzień, zmienność pogody i często ciepłe noce zapewniają wędrówkę i noclegi w każdych warunkach, jakie jesteśmy w stanie zaakceptować. Trzeba się tylko przestawić na tryb, w którym akceptujemy to, co serwuje nam przyroda – bo cóż zrobić, gdy 3 dni z rzędu pada? Zatrzymać się raczej nie wypada…

   

Przebyty dystans

1 dzień

Świeradów- Zdrój (0 km)

 

2 dzień

Dom Śląski  (51 km)

51 km

3 dzień

Szarocin (90 km)

45 km

4 dzień

Andrzejówka (135 km)

45 km

5 dzień

Srebrna Góra (180 km)

29 km

6 dzień

Studzienno (209 km)

40 km

7 dzień

Duszniki-Zdrój ( 249 km)

40 km

8 dzień

Długopole (288 km)

39 km

9 dzień

Kąty Bystrzyckie (326 km)

38 km

10 dzień

Paczków (360 km)

34 km

11 dzień

Głuchołazy (407 km)

47 km

 

Prudnik (444 km)

37 km

 

Naszą wędrówkę zaczynamy w Świeradowie- Zdroju. Pada, ale wczoraj padało bardziej, więc pełni entuzjazmu i nadziei na poprawę pogody wspinamy się na Stóg Izerski.

 

1 dzień. Sine Skałki ( Góry Izerskie)

 

 Pierwszy odpoczynek w schronisku PTTK „ Na Stogu Izerskim", gorąca czekolada i niestety tylko wspomnienie z wcześniejszych wyjazdów pięknej panoramy Obniżenia Świeradowa, Grzbietu Kamienickiego i Pogórza Izerskiego, gdyż mgła nie odpuszcza. Dalej szlak prowadzi przez bagniste tereny (o czym informuje nas nazwa szczytu i przełęczy: Podmokła, Mokra Przełęcz) do kopalni kwarcu Stanisław. Jest to najwyżej położona kopalnia odkrywkowa w Polsce, położona na Izerskich Garbach, mająca przed eksploatacją wysokość 1088 m n.p.m. Teraz poziom wydobywczy położony jest na wysokości od 1050 do 1080 m n.p.m. Cała najbliższa okolica kopalni Stanisław jest silnie przekształcona przez człowieka, a eksploatacja zamieniła wierzchołek góry w dziurę. Grzbietem pasma dochodzimy na Wysoki Kamień i długim zejściem, do Szklarskiej Poręby. Następnie droga prowadzi obok uroczego Wodospadu Kamieńczyka do schroniska na Hali Szrenickiej. Tu pierwszy raz przyszło nam na myśl, że może niepotrzebnie zarezerwowaliśmy sobie noclegi co 45 – 50 km, bo idąc takie odległości, przystając tylko na robienie zdjęć i posiłki, i tak musimy wstawać o świcie i dochodzimy na miejsce po zmroku... Na szczęście, przed wyjazdem mieliśmy czas na wyszukanie tylko czterech pierwszych noclegów (a i tak z jednego musieliśmy zrezygnować, na rzecz noclegu w Szarocinie). Piękne widoki nad Śnieżnymi Kotłami i zaskakująco puste ścieżki - rekompensata za dojście do Domu Śląskiego po 23 wieczorem.
GSS nie wiedzie na szczyt Śnieżki, ale czy można oprzeć się pokusie zdobycia najwyższej góry Sudetów? Wejście na szczyt zajmuje około 30 minut... cóż, my się oparliśmy. Na Śnieżkę wchodziliśmy już zarówno zimą, jak i latem, a ani po ciemku o północy, ani przed 8 rano we mgle Śnieżka nie zachęcała do wspinaczki.

 

 

 

 

2 dzień. Cmentarzyk ofiar gór (Karkonosze)

Czerwony szlak prowadzi zakosami  do Karpacza, mijając po drodze symboliczny „cmentarzyk” ofiar gór – jest to miejsce, gdzie znajdują się tablice poświęcone osobom zmarłym w górach. Warto pamiętać, że ten fragment  szlaku jest zamknięty dla psów (od Domu Śląskiego do obiektu PTTK „Nad Łomniczką”).

 

2 dzień. Naparstnice

Opcją jest powrót do szczytu Małej Kopy i  zjazd wyciągiem do Karpacza lub przejście szlakiem niebieskim do Strzechy Akademickiej, a następnie żółtym szlakiem (dawnym torem saneczkowym) zejście do Karpacza. Można też od Strzechy Akademickiej iść dalej bardzo uroczym  szlakiem niebieskim do Samotni, który dalej doprowadzi  do Świątyni Wang w Karpaczu. Kolejnym rozwiązaniem jest zejście z Domu Śląskiego do Karpacza czarnym szlakiem (tzw. Śląską Drogą).

 

2 dzień. Tabliczka ze starym przebiegiem GSS do Paczkowa (Mysłakowice)

Z Karpacza kierujemy się do Mysłakowic, a z nich  łatwa orientacyjnie i przyjemna wędrówka zalesionymi pagórkami do Bukowca. Wychodzimy z lasu na dużą polanę ze stawami i pięknymi widokami na Karkonosze. Za chwilę po prawej stronie pod lasem ruiny opactwa. Jest to  mauzoleum rodu von Reden, od początku projektowane jako… ruina gotyckiego kościoła na początku XIX wieku. Skąd pomysł, by projektować ruinę? Odpowiedź jest prosta – właśnie weszliśmy do parku angielskiego pałacu rodu von Reden w Bukowcu.

 

2 dzień. Bukowiec

 

Park angielski to najczęściej założenie na dużej przestrzeni, wykorzystujące naturalne warunki danego miejsca. Znajdziemy tam szerokie perspektywy widokowe (tu w Bukowcu z fantastycznymi widokami na Karkonosze i Rudawy Janowickie) a także elementy sztucznie nawiązujące do przeszłości: sztuczne ruiny, obeliski, świątynie i antyczne budowle. Rolę brzydkich płotów i parkanów pełnią elementy naturalne – żywopłoty, skały, strumienie. Wszystko to znajdziemy w Bukowcu i to w fantastycznym wydaniu. Główny Szlak Sudecki wije się tutaj między stawami, po których turyści pływają łódkami wiosłowymi. Są wspomniane ruiny opactwa, ale także grota w skale, świątynia Ateny, krąg Druidów, amfiteatr rzymski czy wreszcie wieża widokowa na górze, na którą naprawdę warto się wspiąć dla widoków. Park angielski ma charakter nastrojowo-sentymentalny – czytamy w przewodniku i myślmy sobie, że ten warunek w Bukowcu jest spełniony w 100 procentach.

Gdy wraz z GSS wchodzimy w Rudawy Janowickie, te witają nas gradem. Nie tego się spodziewaliśmy po tym uroczym paśmie. Wąska asfaltowa dróżka prowadzi nas ostro w górę do kamiennej ławki – miejsca odpoczynku stworzonego tutaj już w czasach pruskich. Obok stoi solidna wiata turystyczna. Po odpoczynku w tym miejscu przyspieszamy, bo grad zamienił się w deszcz i mamy wrażenie, że przy tej pogodzie zostaliśmy w Rudawach Janowickich sami. Na kolejnych 10 kilometrach szlaku nie spotykamy już nikogo.

Decydujemy, że przez Wilkowyję i Liściastą, dwa niezbyt wybitne szczyty, dojdziemy jeszcze drugiego dnia wyprawy do Szarocina. To już sama końcówka Rudaw Janowickich. Tereny do tego stopnia dzikie, że szlak w wielu miejscach jest zarośnięty i słabo widoczny.

Trzeciego dnia wkraczamy we Wzgórza Bramy Lubawskiej.

 

 

 

3 dzień. Zalew Bukówka

Na polanach, które mijamy na zejściu ze Świerczyny pojawiają się pierwsze ładne widoki na Zalew Bukówka, który wraz z okolicznymi górami prezentuje się fantastycznie, kiedy na niebie zaczyna rządzić słońce. Znajdujemy się nieco powyżej 500 metrów n.p.m. a okoliczne szczyty: Świerczyna, Chełmczyk i Zadzierna wyrastają ostro w górę ponad 200 metrów wyżej, a wśród nich rozlane są wody jednego z najwyżej położonych zalewów w Polsce. Bukówka to sztuczne jezioro utworzone na rzece Bóbr stosunkowo niedawno, bo w latach 1978 – 1989. Przez  Lubawkę ruszamy do następnego przystanku – Krzeszowa. Idziemy pięknym leszczynowym wąwozem, który wprowadza nas w niewysokie Góry Krucze. Prawdopodobnie nigdy nie wybralibyśmy się tutaj specjalnie na wycieczkę, gdyby nie przejście GSS. A zdecydowanie warto. Zalesionymi pagórkami dochodzimy do… Betlejem. Czy to już Palestyna? Aż tak nie przyspieszyliśmy. Jesteśmy na obrzeżach Krzeszowa, mijamy nieoficjalny przysiółek o takiej nazwie, w którym opaci krzeszowscy wybudowali kaplicę, letni pawilon i obowiązkowo gospodę. Potężna i bogato zdobiona fasada bazyliki w Krzeszowie robi wrażenie i zdecydowanie warto się tutaj zatrzymać na zwiedzanie z przewodnikiem.  Przed nami Masyw Lesistej Wielkiej i na koniec Góry Suche, w których położone jest klimatyczne schronisko „Andrzejówka”. To tam chcemy się tego dnia odpocząć po wyczerpującej wędrówce.

4 dzień. Szlakowskaz

Czwarty dzień minął nam pod znakiem Gór Sowich, które z racji swej niedużej odległości od Wrocławia zawsze były popularnym celem wycieczek.  Dzięki temu, idąc czerwonym szlakiem spotykamy aż trzy sowiogórskie schroniska: Orzeł, Sowa i Zygmuntówka. Mijamy też okazałą wieżę widokową na Wielkiej Sowie, której, notabene, w latach 80. XX wieku nadano imię dra Mieczysława Orłowicza, a zaraz po wojnie – gen. Władysława Sikorskiego.  Jednak obie powojenne nazwy się nie przyjęły. Przed wojną wieża nosiła  imię kanclerza Bismarcka. Kolejna wieża widokowa, tym razem metalowa, stoi na Kalenicy. Tego dnia naszym celem jest Srebrna Góra. Czerwony szlak pozwala nam poznać twierdzę srebrnogórską  z zupełnie innej strony- wzdłuż jej murów.

Kolejny poranek upływa nam na podziwianiu widoków Gór Bardzkich. Później, po zejściu do Nowej Rudy i wejściu na Górę Wszystkich Świętych, na chwilę pożegnaliśmy się z górami.

5 dzień. Wieża widokowa na Górze Wszystkich Świętych

Ale zanim to nastąpiło, mogliśmy  zachwycać się pięknymi panoramami z  15-metrowej wieży widokowej, postawionej w 1913 r. Wędrując wśród pół i łąk dochodzimy do Wambierzyc, niewielkiej wsi, znanej z Sanktuarium Matki Bożej Wambierzyckiej Królowej Rodzin. 

5 dzień. Nutrie w Wambierzycach

Nam zapadły w pamięć wolnożyjące nutrie w rzece Cedron, przepływającej przez Wambierzyce. Prawdopodobnie uciekły z okolicznego mini zoo, a mieszkańcy zapewnili im schronienie i pożywienie.

Szósty dzień zaczęliśmy w Górach Stołowych. Karłów - z rana wyludniony, powoli nabierał typowego dla siebie rozgardiaszu. Szczególnie, że właśnie tego dnia odbywał się Super Maraton Gór Stołowych.  GSS częściowo prowadził po trasie biegu, dzięki czemu mogliśmy kibicować pierwszym na trasie biegaczom. W ich tempie Główny Szlak Sudecki pokonalibyśmy w niecałe dwie doby! (nie licząc czasu poświęconego na sen). My jednak, w swoim tempie, tego dnia dotarliśmy do uzdrowisk:  Kudowy – Zdroju i Dusznik – Zdroju. Kolejnego dnia czeka nas podejście z 521 m. n.p.m. do Zieleńca (929 m. n.p.m.) Na szczęście, droga pięła się dość łagodnie, zakosami do Drogi Orlickiej i niezbyt zmęczeni dotarliśmy na kawę do Zieleńca.

7 dzień. Zieleniec

Zieleńca, jakiego nie znają narciarze: kompletnie wyludnionego, miejsc parkingowych setki, ale restauracje zamknięte… Nawet schronisko PTTK „ Orlica” nie było otwarte, za to przy stoliku na zewnątrz spotkaliśmy dwie inne osoby, przemierzające GSS i równie rozczarowane brakiem posiłku.

6 dzień. Przeszkody na trasie

Na szczęście w pobliżu jest restauracja „Hanka”. Z kolei w schronisku „ Jagodna” spotkało się (razem z nami) aż 4 grupy „ przejściowiczów - w sumie aż 6 osób! Zanim jednak dotarliśmy do „ Jagodnej”, najpierw długo szliśmy uroczym rezerwatem „Torfowisko pod Zieleńcem”, a później malowniczą doliną Dzikiej Orlicy. Ciężko było nam rezygnować z popołudnia w towarzystwie innych pasjonatów GSS, jednak czas nas gonił i na nocleg wybraliśmy nieco dalej położone uzdrowisko – Długopole-Zdrój. Musieliśmy się tylko upewnić, czy w przeuroczym pensjonacie „ Pod Gadającym Kotem”, informacja na stronie „ akceptacja zwierząt”, dotyczy też dużych piesków, bo co na to Kot…? Na szczęście, zarówno i nasz pies, jak i kot zniosły nocleg z godnością.

Ósmy dzień wędrówki należał chyba do najpiękniejszych podczas naszego przejścia. Od rana podziwialiśmy łąki kwietne, łany zbóż, tajemnicze dróżki wijące się wśród pól, a to wszystko z widokiem na Śnieżnik, Żmijowiec i Czarną Górę – szczyty, które jeszcze tego dnia planowaliśmy zdobyć.

8 dzień. Podejście na Czarną Górę

Oczywiście poza Śnieżnikiem, który czerwony szlak omija, prowadząc przez Halę pod Śnieżnikiem i Przełęcz Śnieżnicką. Po drodze czekały na nas liczne atrakcje: sanktuarium Matki Bożej Śnieżnej, Ogród Bajek, wodospad Wilczki oraz  schronisko PTTK na Śnieżniku. Ukoronowaniem dnia była piękna panorama okolic z drewnianej wieży widokowej na Czarnej Górze.

Podczas długich pieszych wędrówek czas jakby trochę zwalnia. Zaczyna się dostrzegać i doceniać drobne przyjemności, jest czas na rozmowę, na przemyślenia. Nawet organizm przyzwyczaja się do intensywniejszego ruchu. Okazuje się, że po pierwszych trudnych dniach, ciało przypomina sobie, że człowiek nie jest stworzony do siedzenia za biurkiem, a  taki wysiłek bardzo dobrze wpływa na samopoczucie. Z takimi przemyśleniami doszliśmy do lądeckiego rynku- wyludnionego o wczesnej porze. Lądek- Zdrój to prawdopodobnie najstarsze polskie uzdrowisko- znane są zapiski o zniszczeniu przez Tatarów urządzeń kąpielowych, stąd wielu autorów datuje powstanie uzdrowiska na 1241 r. Opuszczamy centrum i kierujemy się w stronę mostu na Białej Lądeckiej, zabytkowej przeprawy z 1565 r. Tego dnia czeka nas wejście na Jawornik Wielki. Podobno wystarczy zboczyć 150 m z GSS, by dojść do drewnianej wieży widokowej na jego szczycie. Ze względu na to, że przez kolejne dwa dni nie czekały nas żadne podejścia, chcieliśmy nacieszyć oczy widokami – jednak nie udało nam się znaleźć odbicia na szczyt. Trudno, z naszego miejsca też była ładna panorama, a na szczycie może nie było takich łanów naparstnic… Zeszliśmy więc doliną Złotego Potoku do Złotego Stoku. Byliśmy tam wielokrotnie, jednak czerwony szlak, jak zwykle, pokazał nam to miejsce z innej strony: bez tłumów i hałasu.

9 dzień. Wapiennik

Dalsza trasa prowadzi koło starych wapienników – zachowanych w świetnym stanie, z tabliczkami wyjaśniającymi ich historię i sposób ich wykorzystania. Mieszaniną dróżek leśnych, polnych dróg z drogami asfaltowymi, dochodzimy do Paczkowa – zwanego „śląskim Carcassone” , ze względu na zachowane mury obronne. To tu pierwotnie kończył się Główny Szlak Sudecki.  Przed nami najbardziej płaska część szlaku, poprowadzona po Przedgórzu Paczkowskim. Mijamy urocze wsie:  Trzeboszowice z neogotyckim kościołem, Piotrowice z późnorenesansowym pałacem z 1660 r. czy kościół w Kałkowie.

10 dzień. Widok na czeskie Góry Złote i Opawskie

Towarzyszą nam ładne widoki na Góry Złote i Opawskie.  Jeśli jednak ktoś myśli, że takim spacerkiem dotrze do końca szlaku w Prudniku, to jest w błędzie. Przekonaliśmy się o tym już następnego dnia, kiedy skwar utrudniał wejście na Biskupią Kopę. A już podejścia i zejścia na Srebrną Kopę, w palącym słońcu, były katorgą. Również estetyczną, gdyż o porastającym te góry lesie przypominały jedynie połamane przez wiatr  brzozy. 

11 dzień. podejście na Biskupią Kopę

Na  szczęście, tego dnia byliśmy pełni sił, po przyjemnym wieczorze spędzonym w Głuchołazach i nocy w „ Czerwonym Koźle”, którego właścicielem jest zapalony wędrowiec, miłośnik regionu i pomysłodawca odznaki „111” propagującej walory wschodniej części Sudetów,  bardzo przyjaźnie nastawiony dla turystów przemierzających GSS. Ostatni dzień nastroił nas nieco nostalgicznie. Podobnie zamknięte (remontowane?) schronisko na Przedniej Kopie, otoczone płotem, jak i klasztor w Lesie Prudnickim, w którym był więziony kardynał Stefan Wyszyński.  W samym Prudniku czujemy się trochę dziwnie – nasze znoszone ubrania, zakurzone buty nie pasowały do spacerowiczów w parku miejskim czy zabieganych ludzi w rynku. Przy stacji kolejowej spotykamy oznakowanie końca (albo początku) Głównego Szlaku Sudeckiego. Na drogowskazie widnieje też Świeradów-Zdrój i czas potrzebny do jego przejścia: 112 godzin. Cóż, my żałujemy, że mieliśmy tylko 11 dni na pokonanie tej trasy, gdyż po drodze jest tyle pięknych widoków i tyle atrakcji, że spokojnie można, nie nudząc się, spędzić na szlaku 2 – 3 tygodnie.

Agnieszka Wójcik

Licznik

Odsłon artykułów:
422635
Joomla Templates - by Joomlage.com